Cocktail namiętności cz. 11

Powiew wiatru na dworze nie wprawił go w orzeźwienie, które codziennie było świadkiem jego dobrego samopoczucia. Spotkanie tej dziewczyny wprowadziło go w takie zamyślenie, że zupełnie nie reagował na to co dzieje się dookoła niego. Miał wrażenie, że ta dziewczyna jest kimś, kogo poznanie da mu szansę na odnalezienie zupełnie innej strony życia i kimś, kto pozwoli poznać jego nowy smak. Chciał i pragnął ją znów spotkać. Wiedział że musi to zrobić jak najszybciej. Nie zdążył jednak ogarnąć tych myśli do końca. Pisk opon i potężne uderzenie odrzuciło go na ziemię. Silny ból i krzyk ludzi był tym, co jedynie do niego w tej chwili docierało. Nie wiedział co się stało, ale ból jaki czuł, powodował powolną utratę świadomości. Stracił przytomność.

Nie wiedział ile czasu leży nieprzytomny. Przez zamknięte oczy słyszał jednak wciąż te same głosy co ostatnio. Nie był w stanie ani się ruszyć ani nawet nie miał siły otworzyć oczu. Czuł jedynie przeszywający jego ciało ból, który wciąż zabierał jego świadomość gdzieś w dal, w miejsce które było dla niego zupełnie nieznane. Kolejny raz stracił przytomność i kolejny raz coś wyrwało go z zaświatów. Był to przeszywający dźwięk karetki pogotowia, który dotarł do jego podświadomości. Nie wiedział co się dzieje, nie czuł niczego innego jak tylko ból, nie był w stanie ani odnaleźć własnych myśli ani odepchnąć rodzącego się przerażenia pomieszanego z ogarniającym go dookoła zimnem. Kolejny raz stracił przytomność.

Czas dla niego zatrzymał się w miejscu. Nie było już ani codzienności, ani śmiechu, ani planów na przyszłość. Była jedynie panująca dookoła pustka, w której on odnalazł swoje miejsce.

Nie wiadomo było ile czasu tam pozostanie, nie było też wiadomo, czy kiedykolwiek przestanie być tego miejsca cząstką, trzeba było jedynie cierpliwie czekać aż znajdzie drogę by wrócić do rzeczywistości.

Mijał kolejny dzień od wypadku. Rutynowe wpisywanie odczytów i sprawdzanie poprawności działania urządzeń było wszystkim tym co można było zrobić w kontakcie z Sebastianem. Ten marazm mógł trwać w nieskończoność, jednak nie było to wpisane w terminarz jego egzystencji.

- Siostrooooo !!! on się poruszył, siostroooo !!!! – słychać było niosący się głos drugiego pacjenta z pokoju.

- Co pan tak krzyczy, przecież nie ucieknie – mówiła wchodząc do pokoju.

-Ale on się poruszył, widziałem.

Siostra z niedowierzaniem podeszła do łóżka stając przed zestawem urządzeń. Powoli zaczęła przeglądać wychodzący wydruk i gdy podnosiła koleją część taśmy usłyszała cichutkie …. gdzie ja jestem ?

Z przestrachem podskoczyła do góry, jak by to co się stało było największym zaskoczeniem jej życia.

- Panie doktorze, panie doktorze - krzyczała wybiegając z sali – proszę tu szybko przyjść, pacjent się obudził, ten spod dwunastki….

Za kilka minut po sali kręciło się już kilka osób w białych fartuchach. Debatując nad dokumentacją wiszącą na łóżku starali się określić przyczyny i skutki tego co się stało.

- No jak pan się czuje

- Dobrze panie doktorze, tylko jakoś nie bardzo mogą ruszyć nogą, w zasadzie nie za bardzo czuję moje nogi, panie doktorze co się dzieje ?

- No cóż, w zasadzie to miał pan ogromne szczęście, że pan ma okazję ze mną teraz rozmawiać.

- Ale panie doktorze co jest z moimi nogami, co się stało, przecież ja mam nogi ale nie wiem co z nimi się dzieje że ich nie czuje…

- No właśnie staram się to panu powiedzieć. W tym wszystkim należy się cieszyć, że pan żyje i jest tu z nami. Niestety wypadek nie był zwykłym potrąceniem, miał pan wiele obrażeń, a w tym dość poważne złamania. Jednak to nie one są tutaj najważniejsze. Okazało się, że uderzenie spowodowało poważny nacisk na kręgosłup, który niestety tego nie wytrzymał.

- Ale ja …

- Wiem że jest to dość trudne do przyjęcia, jednak muszę pana pocieszyć tym, że są pewne rokowania, że rehabilitacja jest w stanie poprawić znacznie ten stan, i w zasadzie nogi mogą odzyskać czucie.

- Jak to czucie ? tzn że ja będę normalnie chodził ?

- No niestety tego nie mogę już panu obiecać, ale sądzę że za pewien będziemy mogli powiedzieć coś więcej i mam nadzieję, że będą to tylko dobre nowiny

Sebastian nie odpowiedział już ani słowa. Przez zamknięte oczy widać było przeciskające się łzy. Co chwila jedna z nich po policzku spływała na szpitalną poduszkę. Czas znów zatrzymał się dla niego, tym jednak razem to on sam tego pragnął. Chciał znów wrócić do swojego snu, zapomnieć o wszystkim i obudzić sie ponownie wtedy gdy wychodził właśnie z domu. Pragnął tylko jednego, by czas chociaż raz w życiu cofnął się o kilka czy kilkanaście dni. Sam już nie wiedział ile czasu umknęło z jego życia, nie wiedział i nie chciał znać prawdy.

- Dlaczego to ja , dlaczego to stało się właśnie mi, czemu ten świat potraktował mnie tak okrutnie, nie chcę już w nim być, nie chcę go znać, niech sen zabierze mnie do siebie już na zawsze, chcę tam zostać już na wieki, po co ja się obudziłem, no po co. Te myśli wciąż wyciskały z niego kolejne łzy. Teraz nie były one pojedynczymi kropelkami spływającymi po policzku, teraz stały się małym strumykiem niosącym cały ból jaki potrafił tylko odnaleźć we własnym sercu. Pragnął jedynie zniknąć, uciec tam, gdzie nikt by go nigdy nie odnalazł. Nie mógł jednak nic zrobić, przecież jego nogi … zacisnął zęby tak bardzo, że z warg poleciała strużka krwi. Nie czuł jednak bólu na ustach, jedynie świadomość obecności siostry, wstrzykującej coś do kroplówki , uświadomiła mu że za chwilę coś się z nim stanie. Chciał coś z tym zrobić, lecz poczuł, że staje się coraz bardziej ociężały. Mięśnie powoli się rozluźniały a on sam zaczął zapadać w sen. Znów powracał tam, skąd wrócił. Do miejsca, gdzie chciał się schować przed światem. Niestety, było już jednak wiadomym, że teraz na pewno stamtąd powróci, mimo iż tak bardzo chciał tam pozostać …


About this entry