Cocktail namiętności cz. 12
Kolejne dni były dla Sebastiana jedynie cierpieniem ciała i duszy. Wciąż zadawał sobie pytanie dlaczego tak się stało i co dalej będzie. W zasadzie nic innego nie miał do roboty jedynie myśleć, myśleć i myśleć. Na tym spędzał każdą chwilę własnego leżącego życia. Mijały kolejne dni i tygodnie egzystencji. Ciało w znakomity sposób poradziło sobie z większością uszkodzeń i jedynie kilkanaście blizn wskazywało że coś się wcześniej stało. Niestety mimo iż organizm stawał się coraz silniejszy, jego psychika została gdzieś w tyle, wciaż powracając do czasu wypadku przygniatała teraźniejszość swoim pesymizmen co do dalszego życia. Wszystko jakoś straciło sens. Nie pomagały tłumaczenia znajomych wciaż przychodzących do niego na odwiedziny. Sebastian wciąż był głuchy na argumenty i snucie planów dla niego przez przyjaciól. On czuł tylko jedno. To, że leży przykuty do łózka i nie może nic z tym zrobić, nic co mogło by mu dać siłę na walkę o przyszłość. Poddał się jakby wiedział że cały świat się obrócił przeciwko niemu. Tak to widział i czuł, tak chciał żeby było, bo to pomagało mu czuć większe cierpienie. Karał siebie tym za to że żyje, za to że ma przyjaciól którzy chcą mu pomóc, za wszystko co mogło dac chociaż cząsteczkę nadziei i wiary w przyszłosć.
W końcu nastał czas medycznych decyzji. Kolejne konsultacje potwierdziły, że organizm jest na tyle silny że Sebastian powinien rozpocząc rehabilitację. Wiedzieli i chcieli tego wszyscy oprócz jego samego. Pierwsze próby wymusznia na nim pewnego wysiłku, skończyły się jedynie awanturą i pogorszeniem stanu psychicznego. Nikt nie wiedział co zrobić aby zmusić go do wysiłku, albo chociaż spowodować żeby chociaż próbował ćwiczyć. Nawet psycholog rozkładał bezradnie ręce twierdząc, że pacjent w żaden sposób nie chce z nim współpracowac i on nie widzi mozliwości jakiejkolwiek terapii. Teraz juz wszyscy byli bezradni. Nikt nie wiedział dlaczego człowiek przepełniony kiedyś energią, będący osobą, której usmiech nie schodzi nigdy z ust, teraz jest kims zupełnie innym.
- Sebastian powiedz mi, czemu nie chcesz spróbować, przeciez lekarz powiedział że jest spora szansa że odzyskasz czucie w nogach.
- Nie pieprz Norbert. Myślisz że jest róznica jeździć na wózku i nie czuć nóg czy jeździć na wózku i je czuć ? Na prawdę nie chce mi się o tym gadać. Odwal się po prostu stary odemnie i daj mi święty spokój. Po co tu w ogóle przychodzisz ?
- Przchodzę bo jesteś moim przyjacielem i wazne jest dla mnie to co się z Tobą dzieje.
- Wiesz co, mam gdzieś tą twoją przyjaźń. Możesz ją sobie wsadzić i zabrać ze sobą. I powiedz im wszystkim żeby tu nie przychodzili najlepiej.
- Komu wszystkim?
- Wszytkim to wszystkim, masz jakieś problemy ze słuchem ?
- Ze słuchem nie ale nie mam pojęcia kto to są wszyscy.
- Wszyscy po prostu …. ty, Kaśka, Robert, Wiolka, szef … no wszyscy rozumiesz !!! wszyscy !!!
- Wiesz co Sebastian, to że jest ci ciężko to ruzumiem, ale wali mnnie to co teraz do mnie mówisz. Będę tu przychodził tak często jak będę mógł i wszystkim powiem, że jeśli tylko mogą niech do ciebie przychodzą, bo jesteś przyjacielem wszystkich i nikt ciebie nie zostawi dlatego że tutaj leżysz rozumiesz .. ?
- To ty chyba nie rozumiesz, ty nie wiesz jak to jest leżeć tutaj bez nadziei na to że kiedyś znów będę mógł chodzić. Ty tego nei rozumiesz i nie zrozumiesz. Więc idź stąd i daj mi światy spokój. Sioostrooo !!! Niech go siostra weźmie stąd bo źle się czuję.
- Proszę pana czy mógł by pan opuścić salę ?
- Tak siostro już wychodzę. A ty pamiętaj że ja tu jutro wrócę.
- Siostro czy może siostra nie wpuszczać do mnie już nikogo i nigdy ?
- Oj panie Sebastianie, nie mogę to dla pana zrobić bo lekarz wręcz zalecił dla pana wizyty bsliskich a do zaleceń trzeba się stosować.
- O rany co za porąbany szpital….
Mijały kolejne dni i kolejne wizyty przyjaciól. Nic jednak to nie dawało a jego stan psychiczny zamiast się polepszać stawał się coraz gorszy do chwili aż ….
Głośny krzyk obudził go ze snu. Przez uchylone drzwi widział biegnących lekarzy którzy coś krzyczeli pokazując na salę operacyjną. Nie wiedział co się dzieje ale urywany jęk bólu z korytarza wskazywał, że ktoś strasznie cierpi. Wszyscy biegali jak poparzeni. Co chwila ktoś przebiegał to w jedną to w drugą stronę. Trwało to może kilka minut i tak samo szybko zamilkło jak się rozpoczęło. Przez długi czas nie mógł zasnąć. Wciąż starał się przyglądać szczelinie w uchylonych drzwiach sądząc że coś zobaczy. Nikt jednak ani nie przechodził, ani nie było już nic słychać. Zmęczony oczekiwaniem w końcu usnął …
About this entry
You’re currently reading “Cocktail namiętności cz. 12,” an entry on Art Dreams
- Published:
- sierpień 30, 2008 / 10:37 pm
- Category:
- Cocktai namiętności ....
- Tags:
No comments yet
Jump to comment form | comments rss [?] | trackback uri [?]