Cocktail namiętności cz. 13

Kolejny dzień był dla Sebastiana  inny niż poprzednie. Gdy tylko ze snu otworzył oczy  od razu spojrzał w kierunku drzwi. Niestety tym razem były  zamknięte i nic nie wskazywało na to, że da się przez nie  cokolwiek zobaczyć.  Nie pozostało mu nic innego jak tylko wpatrywać się jak codzień  w okno i liczyć  co chwila lądujące na parapecie gołębie.

- No za chwilę zwariuje, kto będzie znów czyścił te parapety – krzyczała siostra wchodząc do pokoju – sio mi stąd, machała rękoma  jakby chciała wraz z nimi odlecieć przez to okno.

- hahaha  – zaśmiał się Sebastian widząc całe to zabawne zajście.

- No proszę jak się ponurakowi na śmianie wzięło. Co polepszyło się ? Może mam jeszcze poganiać je za oknem co ? – zaśmiała się sama do siebie siostra.

- siostrooo …

- no co tam sobie pan życzy ? jakieś specjalne zamówienie na śniadanie  ?

- oj niech siostra się nie wygłupia, ja poważnie chciałem coś zapytać.

- a o co ?

- kogo wczoraj przywieźli w nocy ?

- Hmm a co ? nie spałeś ?

- Obudziłem się, te odgłosy  bólu mnie obudziły.

- No tak, niestety poważne wypadki tak się często kończą.

- A co mu się stało ?

- Jej

- Co jej ?

- Jej się stało

- A to ta kobieta miała jakiś wypadek?

- Coś ty taki ciekawy. To młoda dziewczyna. Jechała z ojcem samochodem. Jakiś wariat podobno na czerwonym chciał przejechać. Nie udało się ani jemu ani  jej ojcu.  Ona siedziała z drugiej strony i to chyba ją uratowało jak mówiła ekipa karetki.

- A co jej jest ?

- Obrażenia wewnętrzne, złamania …. właściwie to ja nie mogę rozmawiać o stanie innych pacjentów

- Rozumiem siostro i dziękuję.

- Ty się martw lepiej o siebie a nie o kogoś tam.

- A tam ja, szkoda dziewczyny, ja już się przyzwyczaiłem.

- Oj a już myślałam że z głową u szanownego pana lepiej a tu widzę ze nie za bardzo. Trzeba walczyć, nie przyzwyczajać się tylko walczyć o własne życie i zdrowie. Ona pewnie jak by nie chciała walczyć o swoje życie, już by tutaj nie była,  a tak ma szansę na to by znów wrócić do normalnego życia.

- A co to za normalne życie po wypadku ?

- Takie same jak przed. Co ty myślisz że ludzie bez wypadków nie mają trudno w życiu. Czasami mają o wiele więcej  trudności niż ci co mieli wypadek i się nad sobą użalają, czy pokazują własną bezsilność. Oni jednak chcą walczyć z tymi przeciwnościami i nie poddają się z byle powodu.  Starają się codziennie rano wstawać z nastawieniem, że kolejny dzień będzie i tak lepszy od poprzedniego, że to będzie kolejny dobry dzień wpisany do ich kalendarza jako udany i radosny.

- No tak, ma chyba siostra rację.

- Widzisz młody człowieku, nie takie rzeczy już widziałam w życiu. Jestem już prawie dwadzieścia lat pielęgniarką i nie jedne łzy czy tragedie widziały moje oczy, wiem jednak jedno, że wygrywają tylko ci, którzy chcą walczyć i zwyciężać za wszelką cenę. Bo tak na prawdę w życiu nie ma miejsca dla słabeuszy i to cała tajemnica naszego żywota. Zobacz na mnie, jak bym miała być słaba to już bym musiała zrezygnować z tej pracy po pierwszej widzianej czyjejś tragedii, ale jak widzisz nadal tutaj jestem i jedynie co mnie niekiedy wnerwia to te uparte gołębie, które nic sobie nie robią ani z brudzenia na parapecie ani z tego co pod parapetem akurat się znajduje.

- hahaha – kolejny raz Sebastian na głos się roześmiał. Zapomniał przez chwilę o tym że leży tutaj z unieruchomionymi nogami i że jest to dla niego tragedia nie do pokonania.

Zaczął się zastanawiać nad tym co powiedziała siostra. Wiele rzeczy dotarło do niego tak silnie, że spowodowało w nim ogromną chęć  poznania sensu  tych wypowiedzianych słów i odniesienia ich do jego życia . Wciąż mu w tym wszystkim czegoś brakowało. Nie wiedział jednak czego i trudno  mu było to odnaleźć. Myśli krążyły mu od chwili wypadku do dnia dzisiejszego. Przypominał sobie każdą chwilę, która mogła by mu pomóc odnaleźć ta właściwą odpowiedź. Nie było to jednak takie łatwe, każda sensowna myśl trafiała i tak w miejsce jego bezwładnych nóg. To było dla niego nie tylko  irytujące ale zaczynało powoli wprowadzać w jego myślowe analizy nutę bezradności.

- Śniadanie !!!  dużo dzisiaj czy mało ?

- Dzisiaj poproszę dużo jeśli mogę – odpowiedział wyrywając się z zamyślenia.

- O proszę jakaś nowa siła i wiara wstąpiła dzisiaj w szanownego pana.

Tak, to było własnie to czego poszukiwał, chodziło właśnie o wiarę. O to coś czego potrzebował nie tylko do walki o swoje ciało ale też by odnaleźć swoje prawdziwe JA i nastawić je do walki o lepsze jutro,  po prostu musiał uwierzyć w siebie i poczuć, że jest w stanie dokonać czegoś co uważa za niemożliwe, dać szansę sobie samemu. Teraz był już pewien, chce zacząć ćwiczyć i zmierzyć się z tym co go przerażało. Ten krok miał być pierszym w kierunku powrotu do normalnego życia….


About this entry