Cocktail namiętności cz. 14

Kolejne dni pokazały jednak, że życie nie jest takie proste jak mu się wydawało. Ćwiczenia, zamiast sprawiać radość, spowodowały że ponownie wpadł w depresję i jedynie myśl o dziewczynie, której cichutkie jęki słyszał co wieczór, dawała mu siłę na walkę kolejnego dnia. Nie wiedział dlaczego to robi, czuł jednak że jego ogromna potrzeba poznania tej dziewczyny  nie da mu spokoju. Nie poddawał się więc. Dzień w dzień, godzina po godzinie, stawał się coraz silniejszy i coraz większe efekty przynosiły mu kolejne ćwiczenia. Był tak bardzo zmotywowany bezgranicznie oddany ćwiczeniom, że lekarze zaczynali obawiać się o jego zdrowie. Było jednak warto. Kolejny tydzień przyniósł tak zadziwiającą poprawę, że pozwolono mu pierwszy raz na samodzielne ćwiczenia.

- No proszę, jak widać cuda się zdarzają i niemożliwe staje się realnym.

- Proszę nie żartować,  przecież nie ma tu żadnych zadziwiających zmian.

- Myślę, że się bardzo mylisz a szczególnie, że jak pamiętam jeszcze dwa, trzy tygodnie temu nie za bardzo miałeś chęć nawet rozmawiać o tym, a teraz, proszę maleńkie kroczki stają się codziennością.

- No może tak, ale to wciąż tak mało i mało…

- A wiesz, że pytała się o Ciebie dzisiaj Julka ?

- Ta Julka z przeciwka ?

- Dokładnie ta sama. Słyszała jak się dzisiaj śmiejesz i pytała o Ciebie.

- Proszę ją pozdrowić ode mnie,

- Miałam nadzieję, że wkrótce ją sam pozdrowisz, szczególnie, że wciąż wyglądasz  i wyglądasz w stronę jej pokoju.

- Ale tam i tak nic nie widać.

- Niestety nie będzie widać. Jej stan nie nastraja optymistycznie i jeszcze ta operacja oczu, nie wiadomo czy będzie widziała.

- O rany a co się stało z jej oczami ?

- Okruchy szkła od samochodowych szyb. No ale może wróćmy do ćwiczeń bo my tu gadu gadu a czas ucieka.

Sebastian po tym wszystkim bardzo posmutniał. Ćwiczenia nie szły mu już tak dobrze jak godzinę temu i poprosił o powrót do łóżka. Długo się zastanawiał nad tym co usłyszał. Gdzieś w pamięci miał obraz, w którym patrzy w jej uśmiechnięte oczy oświetlone promieniami wpadającego przez okno słońca, a teraz wszystko stało się tylko zwykłym snem, marzeniem, które mogło się nigdy nie spełnić. Nie mógł uwierzyć, że kolejny raz życie pokazało mu swoje pazury i to znów poczuł je on sam, mimo iż dotyczyły one kogoś w zasadzie mu obcego. A może nie obcego. Może myśli jakimi obdarzył nieznaną mu dziewczynę stały się częścią jego życia. Może to te emocje i skrawki wytworzonych w wyobraźni uczuć, spowodowały, że ona stała się nie tylko częścią jego życia ale pragnieniem o jakim jedynie mógł marzyć. Nie wiedział tego, ale bardzo chciał się o tym przekonać. Po prostu bardzo chciał ją poznać.

Kolejne dni mimo smutku na twarzy, nie były gorsze od poprzednich. Systematyczny trening, krok po kroku pozwalał na stawianie kolejnych przyszłościowych diagnoz, które mogły zakończyć się nawet wyjściem ze szpitala. Nie był jednak z tego zbytnio zadowolony. Codzienne wsłuchiwanie się w Julię  spowodowało to, że nie za bardzo wyobrażał sobie wieczorów bez jej głosu. Nie był to jednak już odgłos bólu, który przeminął wraz z poprawą jej stanu zdrowia. Teraz co wieczór słychać było ciche nucenie coraz to nowszych piosenek, które dawały zapomnienie nie tylko jej ale i Sebastianowi.

- Pobudka Sebastian !!! dzisiaj wielki dzień.

- Jaki znów dzień wielki. Co to Wielkanoc ?

- Nie mówiłam że wielka ma być noc ale dzień. Dzisiaj zdejmujemy Ci usztywnienie kręgosłupa i …

- i… co będzie ?

- i się zobaczy co będzie, ale doktor Nowak powiedział, że może być niezła niespodzianka i dla nas i dla Ciebie.

- Ale siostra powie cos więcej.

- Chodzi o to, że jak wszystko będzie ok,  to będziesz już sam mógł się przemieszczać. To znaczy dostaniesz swoje wózkowe ferrari i będziesz mógł już zwiedzać nasz uroczy szpital.

- Wow ale super. Ale mi siostra zrobiła niespodziankę , a do Julii  będę mógł siostro zajrzeć ?

- No nie wiem kawalerze, ale porozmawiam dzisiaj z lekarzem i zapytam. Ale jak coś to na ślub zaprosisz co ?

- Oj siostra się nie wygłupia. Ja tylko tak na chwilkę bo ona ładnie śpiewa.

- No fakt, głos ma na serio śliczny, ale i tak nic nie zobaczysz za dużo, bo buziaczek ma cały w bandażu i tak pozostanie jeszcze przez długi czas.

- A to nic nie szkodzi, ale siostra pamięta żeby się zapytać, proszę, proszę.

- No zapytam, powiedziałam, to zapytam.

Zdjęte usztywnienie nie było jednak niczym ani miłym ani przyjemnym. Kręgosłup tracąc swoją dodatkowa podporę dał się tak we znaki, że Sebastian jedynie o czym miał chęć myśleć to o własnym łóżku i proszkach przeciwbólowych. Wiedział jednak, że musi to jakoś przetrwać i skupić się jedynie na tym, by móc już wkrótce usiąść samemu na wózku. Nie trwało to zbyt długo. Po kolejnych dniach mógł śmiało zaryzykować pierwszą jazdę po korytarzu szpitala. To było coś, co kolejny raz udowodniło, że uśmiech i radość istnieją.

Wracając tak z pierwszej przejażdżki zatrzymał się tuż koło drzwi Julii.

- Siostro, czy ja mógł bym … ?

- Hmm, no niestety, lekarz powiedział, że ….

- Rozumiem.

- Powiedział, że tak.

- Jak to tak ?

- no tak że tak. Z Julią jest wszystko dobrze jak na razie, więc śmiało możesz na chwilkę ją tam odwiedzić, ale jakby co to ja o niczym nie wiem, bo wiesz, że nie powinno się tak koedukacyjnie szpitalować.

- Tak siostro, siostry tu nie było, nie ma i dlaczego  ja sam do siebie mówię. Uśmiechnął się spoglądając niby to w sufit niby gdzieś w dal.

- Masz 10 minut, a później idziemy do łóżka.

- Siostrzyczko kochana no chociaż piętnaście, przez dziesięć to ja nawet tam nie zdążę wjechać.

- No dobrze, jestem za piętnaści minut.

Sebastian powoli przez uchylone drzwi wjechał do pokoju Julii. Rozejrzał się po pokoju i widząc na jej łóżku misia przytulaka, cichutko zaśmiał się.

- Kto tu jest ? Nie jesteś siostrą Martą.

- Ups, przepraszam, to ja.

- A jaki ja ?

- To ten ja co ma pokój naprzeciwko i przepraszam już uciekam.

- Nie uciekaj, ale skąd się tu wziąłeś, przecież nie można pomylić pokoi ot  tak sobie.

- No bo Ty tak zawsze wieczorami śpiewasz i ja chciałem …

- Hahaha  no proszę jaki amator cudzego śpiewania. A ładnie tak podsłuchiwać ?

- Ja nie podsłuchiwałem, no może trochę, ale tak naprawdę bardzo mi się podoba jak sobie tak nucisz i śpiewasz.

- Śpiewam, bo tak łatwiej mi zasnąć. Przez ten bandaż nie wiem za bardzo kiedy jest już wieczór czy noc, a tak pośpiewam sobie i zasypiam.

- I dzięki tobie ja też.

- Miło mi to usłyszeć.

- Sebastian !!

- Przepraszam , siostra mnie woła, muszę już iść, tzn. jechać  i jeszcze raz wybacz za odwiedziny.

- A przyjdziesz jeszcze do mnie kiedyś, bo tak jakoś miło mi było.

- Postaram się.

- No to do zobacz….  tzn do usłyszenia Sebastianie, bo tak chyba masz na imię prawda.

- No to do kolejnego razu Julio, bo tak masz na imię prawda ?

- Po prostu Julka jestem. Papa

W sali słychać było już tylko dźwięk poruszającego się wózka, który za chwilę przemienił się najpierw w głuchą ciszę a później w ciche nucenie Julki …


About this entry